Wednesday, August 29, 2007

królem życia ___ c.d.n.

proste życie. królowie życia śmieją się i nie martwią przyszłością. królewskie chwile z takimi ludźmi, którzy się kochają nawzajem. kobiety, mężczyźni. mówią swoje myśli jak dzieci.
'p r o s t e ż y c i e, p r o s t e s ł o w a'
duchowość zamiast zmasakrowanych autokreacją i modnymi schematami ludzi.
jakiekolwiek szczere uczucie zamiast pustki, coś na kształt godności zamiast wulgarnych golasów. ci nadzy ludzie i ten hałas - to ja tego właśnie nie chcę. wolę już być na boso gdzieś na zadupiu, ale z królami. nic nie szkodzi, że to wszystko idealizacja. jest niedoskonale moja.
tyle, jeśli chodzi o wakacje.

c.d.n.

Thursday, July 12, 2007

8. tak jest


góra podniesie się i rzuci w morze, jeśli tak powiem i nie będę watpić w to w duszy.
tak się stanie.
święte słowa

Thursday, July 5, 2007

trudno



no to trudno. tymczasem mnie nie będzie.

nie znam cię nowa kobieto i nie mam siły ciagle wymyślać czegoś nowego. więc sobie rób co chcesz ze wszystkim po kolei. ja idę odpoczywać od niesiebie i niewiadomokogojeszcze i idę jeszcze dalej.
spróbuję przynajmniej

Friday, June 29, 2007

7.

każda nowa prawda pociaga za soba zgłupienie

Tuesday, June 26, 2007

6. kolejny krok. wstecz .:. modernistycznie




pusta satysfakcja - fragmentacja.:.stara nowa
.:.
huragany za oknem
dziecinka
.:.
za każdym lustrem kryje się
odbicie innej twarzy
.:.







brudny erotyzm za 30 złotych
.:.
live fast. die young.
.:.
odpoczywa się samemu,
a śpi z kimś

Saturday, June 23, 2007

5. nocny 247

sa ludzie zbudowani delikatnie dosłownie i w przenośni, że strach ich dotykać
i sa ludzie, którzy maja gruba skórę dosłownie i w przenośni, bo tak po prostu wyszło w życiu
inni też sa
i tu się zaczyna moje nic-nie-rozumienie.
ktoś ma wszystko
ktoś niczego nie ma

Friday, June 22, 2007

man sleeping inside himself. holly roberts
bajka

'i jeżeli świ
atłość, która jest w tobie, jest ciemnościa, to jakże wielka to ciemność'

4. dotyk

dźwięki, które sprawiają, że drga dusza albo coś innego co jest.
muzyka transport do przeszłości, gdziekolwiek.
jeden chaos, szalejacy huragan do granic granic. daleko daleko gdzie jest cisza, ale dociera się tam muzyką

kiedy raz kropla prawdy spadnie na język, potem już zawsze rozpozna się fałsz i iluzję.
co nie znaczy, że fałsz nie będzie już nigdy pożywieniem

Thursday, June 21, 2007

przystanek

bujda.
trzeba zachować honor
nie wolno dać po sobie nic poznać

3. ognia nie gaście

wchodzę do mieszkania. łapię za piłki i wymachuję nimi a szyby drżą. uderzają we wszystko. kiedyś je podpalę i wyjdę na ulicę i będę grać

2.

oni nie wiedzą, jaki mają wpływ na mnie. nie wiedza tego.
szczęśliwi ludzie, którzy nawet nie wiedzą, że są szczęśliwi.
nikt nic nie wie, zdecydowanie żyje się po omacku

Tuesday, June 19, 2007

1.

Nastapiło to pod wieczór, około piątej, w sobotę. Dokonało się w jednej chwili, wszystko stanęło w innym świetle, choć jest jeszcze dość chłodno i nie sposób powiedzieć, co się właściwie stało. Ale zmienia się jednak bieg moich myśli; w rozsypce skupiają się teraz wokół udzielnego tematu.
Otworzono wieko. T
ak mocno odczuwam swoja wolność, że nie panuję już nad sobą. Przedsięwzięcie czegokolwiek nie zda się na nic. Jak długo panować będzie ten rajski czas, nie wyprowadzę niczego poza pierwszy zapłon.
Jestem ludionem swoich zmysłów i przyp
adku. Jestem jak gracz przy ruletce, nie proponujcie mu teraz lokaty kapitału w akcjach naftowych, zaśmieje sie wam w twarz. Gram w ruletkę swego ciała i stawiam na czerwone. Wszystko rozprasza mnie bezgranicznie poza samym rozproszeniem.
Louis
Aragon